Aborcyjne nieporozumienie

Dlaczego obie strony konfliktu błądzą, walcząc środkami i argumentami zupełnie nieadekwatnymi.

Zdumienie może budzić fakt jak wielu z nas jest przekonanych, że problem aborcji oraz doświadczeń na zarodkach można rozwiązać tylko wtedy, gdy uda się znaleźć prawidłową odpowiedź na pytanie, kiedy zaczyna się ludzkie życie lub kiedy zaczyna istnieć istota ludzka.

Mirosław Rutkowski, Kiedy powstaje istota ludzka


Rozgrzewający do czerwoności politykę, manifestacje uliczne i dyskusje internetowe temat aborcji jest jednym z najsilniejszych generatorów emocji (niestety negatywnych) i charakterystycznym obiektem wojen kulturowych. Postaram się mu przyjrzeć z obu stron konfliktu (zakładając w dużym uproszczeniu dwie). We wpisie pominięte zostały tematy bezpieczeństwa, samego procesu aborcji i jego następstw zdrowotnych dla kobiet. Uwaga została skupiona na płodach i ich prawach, oraz przede wszystkim na moralności i zasadności przerywania ciąży w różnych kontekstach i etapach, to znaczy czy, kiedy i dlaczego powinna (lub nie) być dopuszczana aborcja.


Emotywizm i źródła moralności


Jednym z głównych problemów w dyskusjach bioetycznych są nieścisłości językowe i mieszanie pojęć. Mylenie, zamienne używanie terminów z biologii i filozofii/etyki jest tu częste i tak oto terminy osoba, byt, świadomość, samodzielność, cierpienie, wolność, prawo do … bywają podciągane pod swój światopogląd i prezentowane jako obiektywna prawda, rzekomo wynikająca z praw przyrody, jakby to one miały nam powiedzieć co dobre a co złe. Wywiązuje się tu konflikt podobny do dyskusji o homoseksualiźmie ”nie jest naturalny, nie daje potomstwa” vs ”a właśnie, że jest, inne zwierzęta to robią” zamiast ”naturalność nie ma znacznia w tej kwestii”. Mało tego, obojętnie po której stronie sporu stoi taki dyskutant, gdy wytrącony zostanie mu jeden argument, zamiast zastanowić się nad słusznością swoich twierdzeń szuka natychmiast innego, zastępczego, lepszego tym razem dowodu świadczącego, że to on ma rację.

Dzieje się tak dlatego, że emocje bywają pierwotne a nie wtórne wobec stanowisk moralnych. Oceny moralne postaw, sytuacji i zachowań nie zawsze wynikają z racjonalnego osądu tychże, lecz z szybkich, emocjonalnych reakcji. W dalszej perspektywie obudowujemy je w selektywnie dobrane argumenty i fakty (lub “fakty” czyli tylko opinie), ignorując to co może nadszarpnąć nasze twierdzenia. Skąd to się w nas wzięło? Dobór naturalny utrwala nie tylko cechy fizyczne, ale też psychiczne i behawioralne populacji. Nie dotyczy to tylko ludzi. Wśród zwierząt, szczególnie naczelnych obserwować można zbliżone do ludzkich zachowania, poczucie powinności, dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości.



Ma to duże znaczenie, gdyż świadczy o tym, że moralność powstała zanim powstał złożony język, tak więc zwierzęta nie wnioskująX jest dobre bo Y, więc tak poczynię“, tylko czują emocjonalny afekt dający podstawy zachowaniom. Podobnie, lecz nie identycznie działają ludzie. Ludzka moralność jest mieszaniną cech wrodzonych, kulturowych i wykształconych przez presję rówieśniczą.

Dyskusja wokół aborcji zazwyczaj odbywa się na emocje właśnie. Nie tylko ekspresję własnych, ale i próbę wywołania ich u oponentów/niezdecydowanych. Zauważyć można manipulowanie terminami (mniej lub bardziej celowe), weźmy sobie przykładowo ”zlepek komórek, unicestwienie blastocysty, zabieg medyczny” vs. ”uniemożliwienie życia poczętemu człowiekowi, mord nienarodzonych, eugenika jak za hitlera”, nie do wiary, że mowa o tym samym.


Poszukiwania zewnętrznych źródeł wartości


Nie jest sprzeczne z rozumem przedkładać zniszczenie całego świata nad zadrapanie mojego palca.

David Hume


Wartości, czyli werbalizacja naszej moralności, działają w sprzężeniu zwrotnym z pragnieniami i lękami. Werbalizacja emocji, pragnień i lęków generuje problem nieporozumienia miedzy odrębnymi grupami, bo nie przekładają się one bezpośrednio i wiernie na terminy językowe a już na pewno nie na tożsame dla wszystkich użytkowników danego języka odwzorowania.

Liberałowie, libertarianie, komuniści, centryści, narodowi socjaliści, socjaldemokraci, … - każda z grup co innego czuje mówiąc wolność, sprawiedliwość, prawidłowość, normalność, … każda z grup inaczej zapatruje się na hierarchię wartości, na te które należy odrzucać i na te które należy forsować jako istotne. Każda z tych grup z pewnością i butą traktuje swoje wartości jako te właściwe, wartości obce jako te które należy zwalczać, błędne i wynikające z głupoty tamtych.

Ale dlaczego tamci nie rozumieją, że są w błędzie, co jest z nimi nie tak? Otumanieni, głupi, zmanipulowani, niedouczeni? Na polu nieporozumień kulturowych panuje swoisty platonizm i absolutyzm wartości - wiara w bezdyskusyjną prawdziwość jednych i nieprawdziwość innych. Niczym westernowe ”to miasto jest za małe dla nas dwoje”. Ludzie doszukując się źródeł swojego systemu wartości przekonani są mylnie, że jest ono zewnętrzne, absolutne, niezaprzeczalne, niezmienne i jeśli prawdziwe to jedyne, niczym 2+2=4. Tak oto katolicy mówią o prawie naturalnym stanowionym przez Boga, konserwatyści odwołują się do tradycji, historii i “naturalności”, oraz nauki interpretując ją na swój sposób. Lewica mówi o postępie, tolerancji i oczywiście nauce jako rzekomej instrukcji postępowania.

Jakże wygodną jest postawa odwołania do zewnętrznego źródła wartości, porządku i praw, nie trzeba za bardzo się wysilać skoro ono gdzieś tam leży, poznawalne, niekwestionowalne i niezmienne. Aaa gdzie leży? Oczywiście tam gdzie my, przecież druga strona się myli, skoro ja tak mocno czuje w serduszku, to mam rację. Taka postawa przekreśla możliwość współistnienia innych, przekreśla to co nazywamy demokracją a nawet rzeczpospolitą, bo jaka ona pospolita, skoro nie ma miejsca dla odmienności. Daje to podwaliny do cenzury, zamykania ust i monopolu na prawdę.


Tak mówi biologia, stop bzudrom - ciągotki ku cenzurze







Osoby medialne i autorytety reprezentujące pewne opcje polityczne kompromitują się tu okrutnie. Nauka mówi jak jest a nie jak powinno być. Biologia nie zna terminów wolność i niewola, prawo i bezprawie, uczciwość i nieuczciwość, dobro i zło, podmiot i przedmiot. To prawda, że możemy zmierzyć, czy organizm w określonych warunkach odczuwa ból, jednak nie implikuje to powinności nadania mu podmiotowości, określonej ochrony prawnej i jej egzekwowania, bo w biologii nie występuje ani podmiot ani prawo. Biologicznie i empirycznie istnieje jedna, falsyfikowalna rzeczywistość. Społecznie istnieje ich wiele i każda jest tak samo prawdziwa.

Jaś Kapela w podlinkowanym filmie opowiada się za cenzurowaniem postaw “fałszywych”. Pod skorupką odwołania do nauki widać niestety, że chodzi o postawy fałszywe, ale tylko relatywnie do jego systemowi wartości. Liberałowie w Polsce i na świecie lubują się w postulowaniu zamykania ust ciemnego ludu, oświećmy ich - najlepiej siłą. Dwa zdania później mówią o wolności słowa i demokracji.

Ben Shapiro w swoich wystąpieniach żongluje kulturowo elastycznymi terminami określając je jako czysto biologiczne. Jakby nauka miała mówić nam co jest normalne i dopuszczalne, kogo tolerować i jak nazywać. Faktycznie nauka może zmierzyć liczbę osób homoseksualnych, transpłciowych i tak dalej. Jednak to co my zrobimy z wynikami empirycznych badań, kogo zaszufladkujemy jako normalnego a kogo jako zaburzonego, dla kogo zmodyfikujemy używany język a dla kogo nie - zależy tylko i wyłącznie od nas - ludzi.



Chybione argumenty “naukowe” pro-choice

Wolność jednostki > życie innej jednostki ?

Pierwszym z najczęsciej popełnianych błędów jest arbitralne przyjęcie, że wolność kobiety do decydowania o własnym ciele ma priorytet nad płodem i jego przyszłym istnieniem. Pogląd taki bywa głoszony jako bezdyskusyjny, zupełnie jakby nikt nie mógł uwazać inaczej.

O ile podejście to samo w sobie można wytłumaczyć zwyczajnie ”mam taki system wartości, chcę aby tak wyglądał świat, wolność ponad wszystko”, to czar pryska gdy rzeczywiście pytamy ”dlaczego?”. Tutaj zaczyna się prawdziwy festiwal różności z świata nauki i mieszanie pojęć. Jak na prawdziwego postępowca przystało pasuje mieć na wszystko umiejętność wygooglowania badań z PubMeda a odwoływanie się do czegoś innego niż nauki przyrodnicze i społeczne to wstyd. Dowiadujemy się, że w tym ciele kobiety to jest jakiś pasożyt, że on poza ciałem nie przeżyje, nie ma świadomości, nie czuje bólu i tak dalej.

Pasożyt, ciało obce, część ciała

Bywa, że obok ”płód nie jest żyjącą istotą” możemy usłyszeć, iż nie jest on w stanie przeżyć poza ciałem matki, gdyż niczym organu do transplantacji użycza ona swojego ciała. Są to dwa wzajemnie wykluczające się stwierdzenia, bo raz (zdaniem zwolenników pro-choice) mamy do czynienia z podmiotowym życiem, innym razem to tylko zabieg medyczny na zlepku komórek niczym obcięcie paznokcia. Najmłodsze wcześniaki, które przeżyły poza ciałem matki miały około 22 tygodni i jest to jednocześnie stadium w którym jeszcze dopuszczana jest aborcja w wielu miejsach na świecie (źródło).

Płód nie jest częscią ciała, bo części ciała nie mają swoich własnych części ciała.

Płód nie jest pasożytem, bo przedstawiciele tego samego gatunku nie pasożytują na sobie wzajemnie.

Posiadanie obcego ciała w obrębie swojego ciała, jeśli jest żywe i należy do innego człowieka nie uprawnia nas do jego zniszczenia. Obecność prącia w dowolnym otworze naszego ciała nie uprawnia do jego obcięcia. Współdzielenie różnych organów przez bliźniaki syjamskie nie uprawnia do usunięcia “drugiego”, nawet jeśli przeszkadza przez całe życie a nie tylko przejściowe 9 miesięcy.

Pełnoprawna osoba ludzka

Człowiek jest przedstawicielem określonego gatunku królestwa zwierząt od najwcześniejszego stadium rozwoju i jest to bezdyskusyjny termin biologiczny. Osoba ludzka jako podmiot jest terminem sfery społecznej/prawnej/kulturowej i doszukiwanie się (najczęściej na poczekaniu) granic biologicznych, które z przedmiotu czynią podmiot to zabawne akrobacje. Padają argumenty o świadomości, samoświadomości, cierpieniu i bólu, pamięci, układzie nerwowym. Dla wszystkich tych przypadków można znaleźć biologiczne kontr-argumenty, wyjątki i przypadki obalające je zupełnie. Samoświadomość kształtuje się około 18 miesięcy po urodzeniu (test lustra), układ nerwowy powstaje bardzo płynnie (cewa nerwowa już w 1 miesiącu ciąży) a analgezja wrodzona sprawia, że chory nie czuje bólu… całe życie (nie będzie więc nigdy godzien zaszczytu bycia podmiotem posiadającym prawa?).

Problemem innej kategorii jest usilna próba stawiania granicy ”tu przedmiot a tam już nagle podmiot”. Trywializując - nie istnieją próby nadania ćwierć-praw ani pół-praw płodom, tylko postawa wszystko albo nic. Tymczasem pies i kot też nie jest osobą, jednak pewne prawa im przysługują, nikt nie doszukuje się biologicznych źródeł wyższości psa nad świnią którą jemy, bo oczywistym jest iż to zaszłości kulturowe i pewien wymyślony sposób na budowanie społeczeństwa. Szkoda, że nie jest to równe oczywiste w przypadku rozwoju człowieka.

12 tydzień, 24 tydzień, 9 miesiąc?

Granice co do terminu dopuszczalności aborcji na świecie są różne. Zarzut jaki postawić chcę zwolennikom aborcji od ”X tygodnia bo od wtedy występuje cecha Y” jest następujący:

Skoro granicą dla której przedmiot staje się podmiotem jest wskazany tydzień X, czy uważasz, że aborcje następujące po tym terminie są już zabójstwem osoby posiadającej prawo do życia?

Osoba twierdząca, że powinien to być określony moment z podobną awersją powinna podchodzić do poźniej wykonywanych aborcji, co osoba stawiająca tą granicę równo z zapłodnieniem w stosunku do zwolenników 12 tygodnia. Z obserwacji dyskusji internetowych wnika, że wcale tak nie jest. Bardziej chodzi tu o zezwolenie na aborcję (moment jest drugorzędny), które przeciwstawić ma się zakazowi.

Aborcja jest “naturalna”

Naturalność, to często spotykany argument przez konserwatystów na przykład w dyskusjach o homoseksualiźmie, LGBT itp. Faktycznie, bardzo dużo bo blisko połowa ciąż kończy się naturalnym poronieniem. Fundamentalną granicą pomiędzy naturalnym poronieniem a wywołanym jest intencjonalność i jest to granica tak istotna jak między śmiercią naturalną a… wywołaną.

Pro-life - początek życia, biologia i geny

Krytyka strony pro-life będzie znacznie krótsza, dlatego, że pro-liferzy rzadziej odnoszą się do nauki jako źródła i weryfikatora norm i praw społecznych. Krótsza ale dosadna. Zwolennicy pro-life zamiast nauki odwołują się często do innego ”zewnętrznego źródła” swoich postaw, które ma być rzekomo absolutne. Religii. Skoro religii to nie ma tu mowy o falsyfikowalności i jakimkolwiek dialogu, argumenty takie są więc jednocześnie absolutne, bezdyskusyjne i niefalsyfikowalne (czajniczek russela).

Problem pro-liferów jest podobny do problemu wokół którego cały ten blog-post się kręci. Nie uznawanie istnienia innych norm społecznych jako równe i równie prawdziwe przepisy na życie. O ile z pro-choicerami jest łatwiej, bo wszelkie odwołania do nauki są weryfikowalne, to religijni zwolennicy pro-life mówią nam: ”tak jest, bo tak mówi moja religia i nie mam zamiaru tego udowadniać.”. Akceptowalne, dopóki to sprawa prywatnych przekonań, jednak jeśli w świeckim państwie chcemy budować prawo na podwalinach dogmatow religijnych, to chyba coś tu nie gra i nie są to odpowiednie podstawy.

Oczywiście o ile wierzący zechce i umie ugruntować przedmiot sporu na czymś innym niż religia, to możemy dyskutować słuszność lub niesłuszność zasad mających swe źródła w dogmatach religijnych np. dekalogu. Nie ma podstaw skreślać nakazów moralnych tylko ze względu na religijne pochodzenie, jednak wydestylować wtedy należy je sprawnie od religijnej otoczki.

Zapłodnienie = nowe życie którego należy chronić?

W momencie zapłodnienia, lub wraz z powstaniem nowego DNA powstaje nowe, jednostkowe życie. Mówi o tym nie tylko religia, ale też biologia czyż nie? Nie. Biologia płata czasem figle w takich przypadkach i trafić możemy na chimery genetyczne. Czy organizmy takie są superjednostkami z podwójnym zestawem praw? Analogicznie - zapłodnienie niesie potencjał życia jednostki, jednak czasem zachodzi podział wynikiem którego są bliźnięta monozygotyczne. Skoro pełnią praw jednostki obdarzyliśmy pierwotną komórkę, to każde z bliźniąt posiadać będzie tylko połowę tych nabytych już wcześniej praw? A może tylko jedno?


Konkluzje - niezrozumienie istoty sporu

Problem aborcji i jego potencjalne rozwiązanie nie leży tylko tam gdzie naukowo (rzekomo) da się, lub usiłuje się zmierzyć począki życia, początki bycia osobowym podmiotem. Nie da się tego zmierzyć empirycznie, tak jak nie da się zmierzyć która muzyka jest lepsza, posiłek smaczniejszy, lub obraz piękniejszy. Wskazanie początku bycia osobą-podmiotem jako sztywnej granicy nie jest rozwiązywalne empirycznie. Jest to typowy przykład paradoksu stosu, który brzmi następująco: ”Jeśli od stosu piasku składającego się z tysięcy ziaren zaczniemy odejmować po jednym ziarenku, aż do ostatniego, do kiedy stos nadal będzie stosem?” Analogicznie możemy pod piasek podstawić bycie łysym, lub bycie osobą właśnie.

Istotą sporu są odrębne światopoglądy i wizje na to jak chcemy aby wyglądało nasze społeczeństwo. Obrońcy życia aborcję rozumieją jako zabójstwo lub nawet morderstwo, w biologii takie terminy nie istnieją. Zwolennicy prawa do aborcji zakazy rozumieją jako odbiór wolności do dysponowania własnym ciałem. W biologii również takie terminy nie istnieją.

Obie strony sporu żyją niejako w innych rzeczywistościach i mylnie traktują swoje racje jako absolutne. Idąc tym tropem, skoro absolutne i słuszne, to “tamci drudzy” są w błędzie, trzeba ich przekonywać, bronić się przed nimi i ich zwalczać, przecież nie rozumieją jak działa prawdziwy świat!

Byłoby wygodnie, ale niestety nie ma jednej drogi, nie ma obiektywnych praw społecznych i jedynego słusznego przepisu na społeczeństwo. Gdyby takie istniały, to najpewniej nie byłoby tej dyskusji. Prawo stanowione w określonym państwie jest wspólne dla tych jakże różnych od siebie “plemion” i dopóki one istnieją można a nawet nie ma wyjścia aby iść w demokratyczne kompromisy, albo w równie demokratyczne wpychanie do gardła siłą swojego sposobu na życie mniejszości przez większość. Można też różnymi środkami, mozolnie i powoli wpływać na to jak świat postrzegać będą inni. Propagandyści doskonale to wiedzą, że aby wygrać trzeba zawładnąć umysły, media, szkoły, zmienić język, zorganizować manifestację, zagrać kartą ofiary. Choć wyraźnie widać, że to właśnie robią środowiska lewicowe nie zapominajmy, przez kogo zawładnięte dotychczas było szkolnictwo. Każdy kojarzy wiszący krzyżyk w klasach i lekcje religii. Nie oceniam, lecz zauważam.


Moja muzyka jest lepsza niż twoja

Bez względu na to czy stoimy po stronie pro-choice, pro-life, czy balansujemy gdzieś pomiędzy - pamiętać należy, że wartości lepsze dla nas mogą być gorsze dla innych i odwrotnie. Podlegają bardziej wpływom emocji, uczuć i “gustów”, niż chłodnego rozrachunku. Spór o wyłączność i absolutną wyższość jednych nad drugimi jest bezpłodną stratą czasu, jest serią nieporozumień i pomyłek. Argumenty naukowe i biologiczne w tych kwestiach mogą być pewną podstawą do dalszych rozważań, wskazówką i usystematyzowaniem fundamentów, jednak nie rozważań takich istotą. We “wzorze” tym będzie za mało zmiennych. Biologia daje tu podpowiedzi a nie odpowiedzi. Odpowiedzi musimy wykreować sami przykładając odpowiednie wartości i cele. Świadomość ta jest bolesna, ale zbawienna zarazem. Pozwala ze zdrowym dystansem podejść do własnych przekonań.



Źródła i inspiracje